50 twarzy HEJTU

FacebookTwitterGoogle+Podziel się

Dość niedawno na łamach Psychologii Internetu opublikowany został krótki artykuł wraz z poleceniem książki „Hejtoholik”. Książka ta traktuje o tzw. „hejcie” w internecie, oraz sposobach radzenia sobie z tym procederem. Wydało mi się jednak nie do końca sprawiedliwe, by mówić wyłącznie o jednej stronie tego zjawiska. Nie wydaje mi się też trafne określanie „hejterów” jako osób głupich, bezdusznych, czy złych. Okazuje się bowiem, że samo zło i nienawiść, są zjawiskami bardziej złożonymi, niż może się nam wydawać. Postaram się nie wchodzić w kwestie filozoficzne, skupić za to na kwestiach naukowych.

Dlaczego kwestia ta jest tak ważna? Głównie dlatego, że tym „mitycznym” hejterem może być – i bywa – niemal każdy z nas. Nie jest to jakaś istota z kosmosu, która została stworzona specjalnie po to, by utrudniać nam życie. To są członkowie naszego społeczeństwa, nasi sąsiedzi, osoby z naszej rodziny i czasem nawet my sami. Dzieje się tak, ponieważ powodów występowania hejtu w sieci może być bardzo, ale to bardzo wiele. Z tego względu wrzucanie do jednego worka wszystkich podejrzanych jest nie tylko niesprawiedliwe, ale i szkodliwe.

Zło jest silniejsze niż dobro

Zastanówmy się na początek, dlaczego hejt w sieci jest tak odczuwalny. Ludzie piszą w internecie różne rzeczy, a jednak my najlepiej pamiętamy te złe i nieprzyjemne. Negatywny feedback dotyka nas bardziej, niż pozytywny. Psycholog społeczny Roy F. Baumeister wraz ze współpracownikami postanowił zbadać to zjawisko. Okazało się, że zasada prymu zła nad dobrem jest zadziwiająco powszechna. Negatywne emocje dotykają nas bardziej niż pozytywne. Przykre wydarzenia mają na nas większy wpływ, niż te przyjemne, a złe wiadomości są dla nas bardziej interesujące i wywołują większą reakcję, niż te dobre. Niemal w każdej dziedzinie życia zło zwycięża nad dobrem. Być może dlatego hejt w sieci jest tak dotkliwym przeżyciem. Przyjmuje się, że aby afektywnie zrekompensować jedną negatywną informację, potrzebne jest 5 informacji pozytywnych. W każdej dziedzinie liczby te różnią się od siebie, ale reguła jest ta sama. Wyjątkiem od reguły prymu zła nad dobrem jest pamięć epizodyczna, czyli taka, w której trzymamy wspomnienia, choć i tu można znaleźć pewne niespójne informacje.

Badania Baumeistera nie określiły jednoznacznie, dlaczego zło jest silniejsze, niż dobro, ale podejrzewa się, że głównym powodem jest przystosowawczość. W dalekiej przeszłości, osobniki, które wystarczająco mocno reagowały na zagrożenie, były w stanie przetrwać. Tymczasem, jeśli negatywny bodziec nie był wystarczająco dobrze zauważony, zagrożenie mogło zostać przeoczone, co zmniejszało szanse przeżycia. Dziś część z tych instynktów funkcjonuje w nas nadal. Pomimo, że żyjemy w nowoczesnym i względnie bezpiecznym środowisku, mamy w sobie cechy przystosowawcze sprzed tysięcy lat.

Okazuje się również, że negatywny feedback działa pozytywnie na proces uczenia się. Wpływa to na powszechne przekonanie ludzi o skuteczności kary w kształtowaniu zachowania ludzkiego. Jednak nic bardziej mylnego, ponieważ podczas, gdy pozytywny feedback ma nieco słabsze, ale tylko pozytywne efekty, tak negatywny feedback ma nieco silniejsze efekty, ale również te negatywne. Koniec końców w negatywnym feedbacku jest tyle samo pozytywów i negatywów, tyle, że ta negatywna część jest, jak już dobrze wiemy – silniejsza. Około pięciokrotnie.

 

Kiedy dobrzy ludzie robią złe rzeczy

Kolejną rzeczą, jaką warto przytoczyć, jest Efekt Lucyfera, opisany przez słynnego amerykańskiego psychologa Philipa Zimbardo. Prawdopodobnie wielu z Was słyszało o stanfordzkim eksperymencie więziennym. W 1971 roku przeprowadzono eksperyment, w którym uczestnicy mieli wcielić się w role więźniów, lub strażników więziennych. Umieszczono ich w prowizorycznym więzieniu przygotowanym w piwnicach Uniwersytetu Stanforda. Ochotników znaleziono poprzez ogłoszenie w gazecie, spośród 70 zakwalifikowano 24, którzy charakteryzowali się dobrą kondycją psychiczną i brakiem kryminalnej przeszłości. Od samego początku uczestnicy wiedzieli, że to nie dzieje się naprawdę. Eksperyment musiał jednak zostać awaryjnie przerwany już w 6 dniu, gdyż uczestnicy dopuszczali się nieprawdopodobnych zachowań. Z zupełnie normalnych ludzi stawali się bezwzględnymi sadystami, dostawali szału lub wpadali w depresję. Efekt był zupełnie niespodziewany.

Eksperyment uznany jest dziś jako wielce niemoralny, jednak płyną z niego ważne wnioski. Główny wniosek jest taki, że często to sytuacja, nie cechy charakteru, sprawia, że zachowujemy się tak, a nie inaczej. Efekt Lucyfera mówi, że każdy jest zdolny do robienia złych rzeczy pomimo, że jest dobrym człowiekiem – pod warunkiem, że trafi na odpowiewdnią sytuację. Potrzeba pokazania Efektu Lucyfera wiąże się też z jego nieintuicyjnym charakterem. Na ogół mamy tendencję do interpretowania zachowań ludzkich jako związanych ściśle z ich charakterem – „zrobili to, bo tacy są”. Jest to jednak tzw. podstawowy błąd atrybucji. W rzeczywistości sytuacyjnych powodów zachowań ludzkich jest o wiele więcej, niż może się wydawać.

Jaki to ma związek z hejtem w sieci? Ano taki, że nie zawsze powinniśmy wiązać zjawisko hejtu z osobą hejtera. Ludzie mogą dopuszczać się hejtu z różnych powodów. Może to być chwilowe wzburzenie, a może przedłużający się stres w pracy. Czasem ludzie są w ciężkiej sytuacji psychicznej, a czasem po prostu robią sobie żart i nie zdają sobie sprawy z tego, że komuś może zrobić się przykro. Niektórzy żyją w środowisku, które w jakiś sposób promuje hejt. Czasem są to osoby w jakiś sposób pokrzywdzone przez różnice społeczne. Badania pokazują, że im większe różnice między klasami społecznymi, tym większe zjawisko hejtu wśród klasy biedniejszej, ale też mniejsza empatia wśród klasy bogatej. Hejt może powstawać z powodu rozgoryczenia, niskiej samooceny, czy braku poczucia bezpieczeństwa i kontroli nad swoim życiem. Sposobem radzenia sobie nie może być odrzucenie takich jednostek ze społeczeństwa, ale pomoc im. Sytuacje te można wymieniać i wymieniać. Rzecz jasna nie możemy wszystkiego zwalać na sytuację. O osobowościowych powodach hejtu będziemy mówili później.

Bo tutaj jest jak jest

Warto wiedzieć, że w internecie panują nieco inne zasady, niż w prawdziwym życiu. I bynajmniej nie chodzi tu o zasady ustalone przez człowieka. Te okazują się funkcjonować w internecie całkiem dobrze. Słyszy się, że sieć to totalny chaos, ale jest pewna etykieta zachowania, której wielu ludzi przestrzega nawet tego nie wiedząc. W sieci są jednak pewne utrudnienia w komunikacji, przez co czasem etykieta spada na łeb, na szyję.

Pierwszym ze zjawisk charakterystycznych dla środowiska wirtualnego jest Anonimowość. W prawdziwym świecie poczucie anonimowości wyzwala bardzo podobne zachowania, co w internecie. Jednym z przykładów takiej sytuacji jest ciemność. W nocy dochodzi do znacznie większej liczby przestępstw, niż za dnia. W sieci jest cały czas ciemno. Tutaj nikt nie patrzy. Poczucie anonimowości wiąże się głównie z poczuciem bezpieczeństwa, ale też bezkarności.

Kolejnym zjawiskiem jest Deindywiduacja, która powstaje na bazie anonimowości, ale też wskutek działania tłumu. Można to inaczej nazwać „zagubieniem w grupie” i wiąże się z mniejszym poczuciem odpowiedzialności za swoje czyny. Podobne zachowania można zaobserwować w prawdziwym świecie. Dobrym przykładem są imprezy masowe, gdzie czasem dochodzi do skrajnych zachowań. Osoby przebywające w dużych grupach stają kimś nieco innym. Ich zachowanie również się zmienia i pozwalają sobie na więcej.

Dzieje się tak też wskutek tzw. rozproszonej odpowiedzialności, Jednostka czuje się tym mniej odpowiedzialna za swoje zachowanie, im większa jest grupa w jakiej przebywa. Czasem pojawia się też zjawisko facylitacji społecznej, czyli zwiększona pewność siebie podczas przebywania w grupie, która wyznaje podobne wartości. Mówi się, że w grupie jest raźniej. Nie inaczej. To samo dzieje się w internecie.

Trzecim zjawiskiem jest Asynchroniczność, czyli odstęp czasu między wypowiedzią, a reakcją. Kiedy piszemy coś w sieci zwykle musimy poczekać na odpowiedź co najmniej kilka sekund. Czasem musimy poczekać nawet kilka dni, a nieraz nigdy nie otrzymujemy odpowiedzi. Ba, zdarza się niejednokrotnie, że nie chcemy usłyszeć odpowiedzi, albo zapominamy o tym, że napisaliśmy gdzieś komentarz. Mamy więc możliwość nigdy nie skonfrontować się z rozmówcą. Możemy napisać coś niemiłego, a potem uciec, albo zapomnieć. Dzień później otrzymujemy odpowiedź na nasz komentarz, ale emocjonalne odniesienie się do niego jest trudniejsze, niż w przypadku natychmiastowego feedbacku. W takim środowisku łatwo o hejt. Jeśli hejter nie otrzymuje feedbacku, że innym jest przykro, nigdy nie zrozumie, że zrobił coś złego.

Czwartym zjawiskiem jest Solipsystyczna Introjekcja. Polega ona na budowaniu obrazu osoby, z którą rozmawiamy przez internet. Często spotykamy się w sieci z osobami nieznajomymi. Kiedy z nimi rozmawiamy, poznajemy ich prawdziwe cechy, jednak wskutek utrudnień komunikacji obraz tej osoby nigdy nie będzie taki, jak w rzeczywistości. Im mniej wiemy o danej osoby, tym bardziej nasza wyobraźnia dopowiada sobie różnych rzeczy. Wskutek tego o wielu naszych rozmówcach powstają całe teorie. W kontekście hejtu, osoba hejtująca często dodaje swojemu rozmówcy cechy negatywne, które nie muszą tej osoby dotyczyć w prawdziwym życiu. Mimo to jest to przesłanka do krytykowania takiej osoby, gdyż często to, co nam się wydaje, jest tym, w co najbardziej wierzymy.

Internetowy wojownik

W niezwykle interesującym artykule umieszczonym na blogu Uniwersytetu SWPS, mgr Jakub Kuś porusza kwestię interpretacji niemoralnego zachowania przez osoby, które się takiego zachowania dopuściły. Nawiązuje on do teorii dysonansu poznawczego, stworzonej przez Leona Festingera. Wg teorii tej każde nasze zachowanie budzi w nas poczucie, czy było to zachowanie zgodne z naszymi postawami (lub czy elementy poznawcze zawarte w sytuacji są spójne), czy też przeciwnie. W tym drugim przypadku powstaje w nas nieprzyjemne napięcie, dysonans, którego mamy wielką potrzebę się pozbyć. Pozbycie się może przebiegać na 3 sposoby. Pierwszym jest zaprzestanie czynności niezgodnej z naszymi postawami. Drugim dodanie jakiegoś elementu, np usprawiedliwienie, że nasze zachowanie ma też jakieś dobre strony. Ostatnim sposobem jest zmiana postrzegania lub znaczenia zaistniałej sytuacji, przeformułowanie jej tak, aby nie wzbudzała dysonansu. Jest to powszechne tak w potencjalnie mało znaczących sytuacjach takich jak picie tylko coli light, czy palenie papierosów tylko cienkich; jak i w sytuacjach znaczących takich jak wojna i zjawisko dehumanizacji ofiar (np. uznawanie przeciwników za „mniej niż zwierzęta”, czyli zabicie ich nie jest morderstwem), czy gloryfikacja walki (uznawanie jej za akt bohaterstwa).

Jakub Kuś w swoim artykule wskazuje na przeformułowanie przez osoby dopuszczające się hejtu, obrazu własnej osoby z kogoś nieuprzejmego na „internetowego wojownika” – kogoś, kto walczy z systemem, złem, głupotą, czy brakiem kompetencji. Wielu ludzi wierzy, że ich zachowanie jest w rzeczywistości aktem „otwarcia oczu”, czy też wyrazem zaniepokojenia i smutku związanym z kierunkiem, w jakim podąża świat. Zjawisko dehumanizacji i zniekształcenia poznawczego jest tak powszechne, że prawdopodobnie każdy z nas choć w małym stopniu zastosował je w swoim życiu. Stąd granica między przyzwoitością, a hejtem jest bardzo cienka. Zniekształceniem poznawczym jest też samo określenie HEJT, które jest spolszczeniem angielskiego słowa hate, oznaczającego nienawiść. Jednakże posługując się tym określeniem, można w pewnym sensie uciec od prawdziwego znaczenia tego słowa. Wtedy hejt, czy hejtowanie przestaje być kojarzone z nienawiścią. Jednak czy hejt, czy nienawiść, w skutkach są takie same.

My i oni

Jednym z powodów nienawiści, czy to w sieci, czy poza nią, są podziały społeczne. Nie ważne, czy tematem różniącym jest polityka, religia, poglądy na to, czy na tamto, sposób bycia, ubioru, czy czego tam jeszcze, zawsze znajdą się entuzjaści i przeciwnicy danej idei. Czasami grupy czy jednostki umieją nawiązać ze sobą kulturalną i merytoryczną dyskusję. Często jednak wymyka się to spod kontroli i spotykamy się z nienawiścią międzygrupową. Dobieranie się w grupy przeciwstawne „my vs oni” jest jednak dla ludzi zupełnie naturalne. Aby poczuć, że jesteśmy w grupie, potrzebujemy innej grupy, najlepiej jak najbardziej od nas różnej – w ten sposób identyfikujemy naszą grupę i czujemy jej „sens”. Im bardziej wroga jest grupa przeciwna, tym bardziej czujemy przynależność do grupy własnej, a potrzeba przynależności jest jedną z głównych potrzeb człowieka. Jest wiele innych korzyści psychologicznych (i nie tylko) płynących z bycia w grupie.

Niektóre podziały społeczne mają tak delikatną naturę, że notorycznie występują między nimi konflikty. Najczęściej zauważa się to w przypadku różnic politycznych, religijnych i finansowych. Najbardziej znienawidzeni ludzie to liderzy lub znane osoby należące do przeciwnych grup, takie jak politycy, głowy kościoła, milionerzy, czy tzw. celebryci. To oni odbierają najwięcej hejtu. Obrywa się oczywiście również „szeregowym” członkom grup, także domniemanym. Czasem obrywa się również grupom właściwie nie istniejącym, wyimaginowanym, albo niezbyt jasno określonym, np. lewakom – grupie, w której dziś znaleźć się może niemal każdy, choć nie wiadomo dokładnie dlaczego.

Potrzeba przynależności i walki ze wspólnym wrogiem aktywizuje takie zjawiska jak uprzedzenia, czy dyskryminację. Wynika to często z niewiedzy osób dyskryminujących oraz wspomnianej już wcześniej dehumanizacji. Osoby takie budują też pewne uproszczenia w postrzeganiu świata i spłaszczają swoje postrzeganie rzeczywistości. Okazuje się również, że pewne zwroty czy zachowania uznane przez jakąś grupę jako dyskryminujące, mogą w grupie przeciwnej brzmieć zupełnie normalnie i nieobraźliwie. Oznacza to, że czasem dyskryminacja przebiega bez intencji. Stąd hejt w sieci o charakterze dyskryminującym może brać się również z braku poczucia, że dany komentarz był obraźliwy.

Hejt a krytyka

Jeśli już mowa, o braku poczucia obraźliwości komentarza, chciałbym zauważyć bardzo ważny aspekt, a mianowicie aspekt interpretacji. Warto pamiętać, że feedback jest cennym elementem naszego rozwoju. Feedback, to odpowiedź środowiska na nasze słowa lub czyny. Dzięki temu wiemy, czy robimy coś dobrze, czy nie, czy mówimy do rzeczy, czy też mijamy się z prawdą. Konstruktywna krytyka jest bezcenna jeśli chodzi o proces rozwojowy, a człowiek rozwija się przez całe życie. Czasem granica między krytyką a hejtem jest bardzo cienka. Komunikacja w sieci nie jest tak przejrzysta jak w prawdziwym życiu, choć i ta bywa złudna. Zdarza się niejednokrotnie, że uznajemy czyjąś krytykę właśnie jako hejt, pomimo, że hejtem nie jest. Dział komentarzy jest właśnie po to, aby komentować, a zamieszczanie publiczne materiałów w sieci jest z natury rzeczy wystawione na krytykę. Czasem jest ona nieuprzejma – lecz czasem jest zwyczajna. Nie chcę wmówić nikomu, że w sieci nikt nie chce nikogo obrazić. Mówiąc jednak o epidemii hejtu, jak to niektórzy nazywają, warto wspomnieć o tym, że krytykę można różnie zinterpretować. Sam niejednokrotnie spotkałem się z osobą, która obraziła się na mnie, gdyż powiedziałem jej, że robi coś źle. Zwykle nie lubię tego robić, ale w tym przypadku była to gra drużynowa i żeby wygrać, trzeba było działać wspólnie. Wytknięcie błędu i zalecenie innego rozwiązania spotkało się z postawą obronną i jeszcze słabszą kooperacją. Być może osoba ta zinterpretowała moje zalecenia jako hejt. Pojawia się więc pierwsze z niebezpieczeństw ignorowania hejtu – prawdopodobieństwo przegapienia dobrej rady. Postawa obronna może zasłonić nam prawdziwy obraz. To jak obrażanie się, gdy ktoś powie nam, że mamy rozpięty rozporek. Taka informacja może wydawać się nam kompromitująca, ale może uchronić nas przed większą kompromitacją. Nie każda krytyka to hejt. Warto o tym pamiętać, by nie blokować swojego rozwoju. Z drugiej strony krytyka powinna być konstruktywna, oraz uprzejma.

Haters gonna hate

To teraz może trochę o tym, kto w ogóle ma skłonności do krytyki. W 2013 doktor Justin Hepler odkrył pewien wymiar człowieka, który okazuje się być w dużym stopniu odpowiedzialna za skłonności do skupiania się na negatywnych, lub pozytywnych aspektach otoczenia. Cecha ta nosi nazwę dispositional attitude i pokazuje skłonności ludzi do lubienia lub też nie lubienia praktycznie wszystkiego co ich otacza. Badanie Heplera ukazuje, że niezależnie od tematyki bodźca, ludzie różnią się tendencją do odbierania tych bodźców. Są więc osoby, które po prostu lubią świat bardziej, oraz takie, które lubią świat mniej. Te dugie mają częściej skłonności do dawania negatywnego feedbacku, co może wiązać się  z większą skłonnością do hejtu. W badaniu osoby te pokazały też mniejszą aktywność, czyli ogólnie mniej robiły w ciągu dnia. Nie zrozumcie mnie jednak źle. Osoby z negatywnym nastawieniem (negative dispositional attitude) są bardzo potrzebne, gdyż osoby takie najlepiej wykrywają błędy. Negative dispositional attitude koreluje również z nastawienie prewencyjnym, a oznacza to, że osoby z wysokim poaziomem tej cechy są nastawione bardziej na unikanie zagrożenia, niż na poszukiwanie czegoś pozytywnego. Są to osoby czujne. Oczywiście negatywne nastawienie nie oznacza bycia hejterem, a pozytywne nie gwarantuje bezpieczeństwa. Są to tylko predyspozycje.

Troll internetowy

Tak jak hejt w sieci może być kwestią interpretacji, tak trolling jest często kwestią wyboru. Trolling jest specyficzną formą hejtu, której głównym celem jest spowodowanie, by rozmówcy zrobiło się przykro, zdenerwował się, lub odczuł jakieś inne negatywne emocje. Czasem, jak już wspomniałem, motywem może być sytuacja. Czasem jednak jest to coś więcej. Są osoby, które otwarcie przyznają się do trollingu. Naukowcy zbadali 1200 internautów i podczas swoich poszukiwań odkryli, że jest pewien rys osobowościowy, który nieodzownie wiąże się z byciem tak zwanym trollem internetowym. Odkryto 3 podstawowe cechy, które wystąpiły w 5,6% badanych, a które nazwali mianem Dark Traits (mroczne cechy). Są nimi:  Psychopatia, Narcyzm oraz w szczególności Sadyzm. Większość z nas, kiedy sprawia innym przykrość, odczuwa poczucie winy i wyrzuty sumienia. Jednak części osób cierpienie innych sprawia przyjemność. Osoby takie nie zawsze są seryjnymi zabójcami, ani nawet złymi osobami, jednak otrzymują nagrodę emocjonalną, gdy widzą czyjeś cierpienie. Warto jednak wiedzieć, że sadystyczne cechy występują u wielu z nas i pokazuje to dokładnie sformułowanie everyday sadism (codzienny sadyzm). Wiadomo bowiem, że wielu z nas przyjemność sprawia oglądanie sportów walki, granie w brutalne gry komputerowe, czy np. oglądanie horrorów, a jednak w znacznej większości nie jesteśmy dewiantami seksualnymi, ani przestępcami. Trolle internetowe posiadają jednak wysoki poziom wymienionych wcześniej „mrocznych cech” oraz wykazują zachowania antyspołeczne. Co więcej, badania sugerują, że cechy te przekładają się na ich osobowość w prawdziwym świecie. Najsmutniejsze jest to, że trolle nie tylko wykazują większą aktywność w sieci, niż przeciętny użytkownik, ale też otrzymują więcej odpowiedzi na swoje zaczepki i nieuprzejme komentarze.

Hejter do wynajęcia

Chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Chodzi o osoby stosujące agresję instrumentalną – czyli taką, która nie jest spowodowana ani frustracją, ani nagrodą emocjonalną, pomyłką, zniekształceniem poznawczym, czy zwykłym nieporozumieniem. Chodzi o osoby stosujące agresję w jakimś konkretnym celu. Przykładem takiej osoby jest np. policjant, ale także płatny zabójca, czy, wspomniany w tytule, hejter do wynajęcia. Istnieją na świecie osoby, które za pieniądze napiszą kilka negatywnych komentarzy na czyimś profilu. Może się to wiązać z rywalizacją firm, czy ugrupowań politycznych. Kiedyś wynajmowani byli tzw. klakierzy, czyli osoby, którzy za pieniądze klaskali podczas czyjegoś wystąpienia. Innym ciekawym zawodem były płaczki, osoby, którym płacono, by płakały podczas pogrzebu. Wizja hejtera do wynajęcia wydaje mi się całkiem logiczna i praktyczna, szczególnie, że wielu ludzi sugeruje się komentarzami przy wyborze prywatnego lekarza, czy np. fryzjera. Negatywne komentarze mogą zaszkodzić konkurencji, a to oznacza, że mojej firmie być może będzie wiodło się lepiej. Istnieją nie tylko ogłoszenia, ale i całe strony internetowe poświęcone tego rodzaju działalności. Jest to dość smutne i rodzi niepokojące konsekwencje. Mogą to być konsekwencje osobiste, poczynając od uszczerbku finansowego, na „zniszczeniu życia” kończąc. Mogą to jednak być również konsekwencje globalne, takie jak szerzenie fałszywych informacji. Niestety temat hejtera do wynajęcia jeszcze niedawno był mi całkowicie obcy, nie znam też regulacji prawnych grożących takim osobom, więc nie mogę się wypowiedzieć. Bądź co bądź, pieniądze są kolejnym odrębnym powodem powstawania hejtu w sieci.

Co na koniec

Czy w tym artykule temat hejtu został wyczerpany? Nie sądzę. Wchodzi w to zjawisko tak wiele aspektów, iż jestem pewien, że jeszcze o wielu rzeczach zapomniałem, a o niektórych nawet nie słyszałem. Możemy jednak zauważyć, że nie da się wszystkich autorów nieuprzejmych komentarzy wrzucić do jednego worka o nazwie hejter. Mam nadzieję, że artykuł ten zmienił choć trochę Wasze postrzeganie zjawiska hejtu. Warto pamiętać, że odcięcie się od krytyki blokuje nasz rozwój. Z drugiej jednak strony nie należy pozwalać sobie bezkarnie dogryzać. Często tym, co różni hejt od krytyki, jest nie tyle treść, lecz forma. Jedyne, co może pomóc w walce z hejtem jest zrozumienie i edukacja. Szufladkowanie i etykietowanie ludzi jako hejterów może powodować spłaszczenie naszego pojmowania rzeczywistości i prowadzić do kolejnych podziałów społecznych i spadku zaufania społecznego, które w Polsce i tak jest w tragicznym stanie. Stygmatyzacja nie zmienia zachowania, tylko je pogłębia. Odwracanie się plecami do „hejterów” rodzi tylko więcej nienawiści – także w nas. Pamiętajmy, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Warto inwestować w edukację, uczyć nasze dzieci współczucia i inteligencji emocjonalnej, by mogły rozumieć konsekwencje swoich czynów, a zamiast słów, trzeba dać im własny przykład. Bo to właśnie nasze dzieci są najbardziej narażone na hejt w sieci. To one są tubylcami w tym wirtualnym świecie. My, dorośli, jesteśmy i pozostaniemy już na zawsze jedynie cyfrowymi imigrantami.

[Aleksander Dziedzic]

 

Bibliografia:

Zimbardo, P. G. Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło? wydawnictwo PWN, 2008,

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3674219/
http://www.newsworks.org/index.php/local/healthscience/59065-personality-trait-makes-haters-hate-research-finds
https://www.sciencedaily.com/releases/2013/08/130826123147.htm
http://assets.csom.umn.edu/assets/71516.pdf
http://www.getspokal.com/theyre-not-all-trolls-and-haters-the-art-of-handling-negative-criticism-like-a-pro/
http://uprzedzuprzedzenia.org/czym-mowa-nienawisci/hejt-w-polsce-diagnoza/
http://www.mowanienawisci.info/wp-content/uploads/2014/04/K_074_07.pdf
http://www.ngofund.org.pl/wp-content/uploads/2014/06/raport_final_poj.pdf
http://wobuzz.com/hejt/wp-content/uploads/2015/09/raport-o-hejcie-w-sieci.pdf
http://www.swps.pl/nauka-i-badania/blog-naukowy/13908-nowe-imie-nienawisci-hejt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *